wtorek, 17 listopada 2009

O mojej biżuterii.

Witajcie.
Oto mój mały biżuteryjny świat.
Mogę w nim cofnąć się do czasów starożytności, czy średniowiecza i podpatrywać mistrzów przy pracy. A potem wracam i nakładam granulki srebra jedna obok drugiej, formuję skomplikowane kształty z filigranowych drucików i bawię się ogniem lutując wszystko ze sobą. Lub tworzę misterne plecionki z drutu... albo łańcuszkowe sploty z ogniwek...
Czasem przeszłość ma wpływ tylko na techniki, jakich używam i powstają prace o nowoczesnym designie. Bywa jednak, że przeszłość zawładnie procesem tworzenia całkowicie i biżuteria wygląda, jakby przetrwała setki lat.

Serdecznie zapraszam do odwiedzania mojego bloga.

A teraz coś dla tych, którzy lubią więcej poczytać. ;-)

Materiały z którymi pracuję to głównie srebro (ale planuję w przyszłości używanie też innych metali), minerały, kryształy Swarovski, cyrkonie. Staram się wybierać materiały i półfabrykaty najwyższej jakości. Nigdy nie kończę pracy, dopóki nie jestem zadowolona z efektu - biżuteria musi być idealnie zrobiona, by mogła służyć długo.

Nie skupiam się na jednej technice – nie lubię się ograniczać, za to lubię eksperymenty i zmiany. Oraz eklektyzm.

Inspirują mnie dzieła mistrzów starożytności i średniowiecza oraz techniki, jakich używali. Inspiracją często też są wzory roślinne, natura.

Używam technik bardzo trudnych, prawie już zapomnianych, jak filigran i granulacja, które wymagają pracy z ogniem, jak również tych trochę łatwiejszych, jak tworzenie splotów łańcuchowych z ogniwek, czy plecionek z drutu - jednak i te prostsze techniki są pracochłonne i precyzyjne. A ponieważ na co dzień jestem jednak nowoczesną dziewczyną i interesuję się modą, to techniki z przeszłości łączę z nowoczesnym designem, staram się wplatać aktualne modowe trendy.

A z racji mojego wykształcenia i zainteresowań będą się tu pojawiać od czasu do czasu repliki biżuteryjnych znalezisk archeologicznych.


Biżuterię można oczywiście kupować i zamawiać, do czego serdecznie zachęcam. :-)


Od czego się zaczęło?

Od pomysłu na tworzenie biżuterii historycznej. Dla niewtajemniczonych : „historyczny” w tym wypadku oznacza przedmiot mający potwierdzone istnienie w przeszłości, a „biżuteria historyczna” to repliki biżuteryjnych znalezisk archeologicznych, to co możemy zobaczyć w muzeach, książkach historycznych itp. Pomysł spodobał mi się, więc zaczęłam szukać w internecie zdjęć znalezisk oraz informacji o historycznych splotach łańcuchowych. Okazało się, że splotów, które mnie najbardziej interesowały (czyli ze starożytności i wczesnego średniowiecza z terenu Europy) jest niewiele, ale za to można tworzyć z ogniwek piękną biżuterię współczesną. I tak się zaczęło. Pierwsze kroki stawiałam ćwicząc sploty na własnoręcznie zrobionych kółeczkach z drutu mosiężnego. Potem próbowałam już na kółeczkach, które robiłam z drutu srebrnego. Ciągle do szuflady. W końcu przyszedł czas na zamówienie ogniwek w sklepie jubilerskim i przy tym już zostałam, ponieważ ich jakość i połysk jest nieporównywalnie wyższa niż tych „samorobionych”.

Muszę przyznać się, że byłam bardzo naiwna – myślałam, że ta technika biżuteryjna jest nieznana w Polsce i że będę oryginalna. ;-) Oczywiście okazało się, że parę osób z naszego kraju zainteresowało się tą techniką przede mną. Byłam trochę rozczarowana. ;-) Nie chciałam też być posądzana o naśladownictwo, czy kopiowanie. Jednak miłość do kółeczek wygrała. Ta technika bardzo mnie rozluźnia, wycisza. I daje dużą satysfakcję.

W poszukiwaniu oryginalności zainteresowałam się inną historyczną techniką – wyplataniem łańcuchów z drutu, znanym z wczesnośredniowiecznej Skandynawii. Efekty są świetne. Jednak możliwości dużo mniejsze niż daje chainmaille. Poza tym zabawa w kreację zaczyna się dopiero, gdy już upleciemy spory kawałek łańcucha. ;-)

Kolejnymi zapomnianymi dziś technikami, czyli filigranem i granulacją, zajęłam się dzięki mojemu przezdolnemu mężowi. To on najpierw sam nauczył się tych technik, potem nauczył mnie i bardzo mi pomaga i doradza. Przy używaniu tych technik możliwości są praktycznie nieograniczone. Ale za to stosowanie ich jest jeszcze dla mnie lekko stresujące. To wyższa szkoła jazdy. Nie zawsze efekt jest godny pokazania. Łatwo zniszczyć kilka godzin pracy przez zbyt długie grzanie palnikiem.

Oto powody dla których wybrałam akurat te techniki. Każda jest inna, każda ma swoje plusy i minusy, daje inne możliwości i osiągam za ich pomocą różne efekty. Poza tym, zawsze mogę wybierać – jeśli akurat dziś nie idzie mi lutowanie, mogę zająć się czymś zupełnie innym. Nie ma mowy o nudzie. ;-)

Pozdrawiam,
Gracjana Kulig
Rings of Dreams.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz